3⁰⁰ – wstałem, zrobiłem kawę.
Nie mogę spać, ta bezsenność niemal zmusza mnie do pewnych refleksji post factum związanych z Warszawą.
To nie Warszawa sama w sobie jako miasto była dla mnie kryptonitem, znam ją, przemieszkałem w niej 10 lat, to dużo.
Problemem było znienawidzone wojsko, użeranie się z debilami, jego prymitywizm. Problemem było mieszkanie w internatowym pokoju, który był tylko zwykłą przechowalnią. Świadomie podjąłem to wyzwanie, żeby było mi w życiu lepiej. Kosztowało mnie to wiele, ale na ten koszt zdecydowałem się świadomie.
Byłem w trybie przetrwania, to tak jak wejście w stan hibernacji emocjonalnej.
I tak, nie byłem sobą, albo byłem w niewielkim procencie, troszkę jak cień samego siebie.
Warszawa miała też inną postać i być może zostałbym Warszawo z Tobą, być może wiele rzeczy bym zrobił inaczej, gdybyś tylko mi pokazała, że chcesz być moim domem.
Może i czyny zamiast słów, ale uchyliłbym Ci nieba, gdybyś …
A teraz, nie jestem już wojskowym, nie jestem w trybie przetrwania, jestem znowu Arkiem, jestem znowu sobą.
I nie będę się nad tym dalej użalał, bo to tylko refleksja, jestem już w innym miejscu. Wróciłem do swoich imperatywów:
Bezpretensjonalność, Naturalność, Prostolinijność.