Gdyby żyła, skończyłaby dzisiaj 80 lat. To dość osobiste co napiszę, ale dość długo byłem w żałobie, kiedy odeszła. Po śmierci mojego brata Adriana, już nigdy do siebie chyba nie doszła.
Pojadę dzisiaj na cmentarz, chociaż bardzo nie lubię tam przebywać. Smutne dla mnie jest to, że są tam już wszyscy moi bliscy, rodzice, dwóch braci i siostra.
Nie lubię tam być, bo to mi daje poczucie takiej samotności, bo więzy krwi, rodzina, to zawsze rodzina.
Pewnie byłoby inaczej, gdybym sam założył swoją rodzinę i byłaby ta pokoleniowość.
Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy odeszli za wcześnie, zwłaszcza rodzeństwo. To, że odchodzą rodzice, to jest w jakiś sensie istnienia naturalny i odwieczny proces, ale jest inaczej jeśli odchodzi jedno pokolenie, ale jest następne.

